Sunday, 6 December 2009

ggg


Monday, 16 November 2009

Listopadowo

Yin i yang


Reklama dźwignią weneckiego handlu

Thursday, 29 October 2009

Marzenie ściętej głowy

i leniwej d...y. To se ne wrati, a przynajmniej nieprędko. Ostatnio tylko Mankell i Myslovitz pozwalają mi mentalnie wyskoczyć z codziennego kołowrotka. Ta mała ekstrawagancja ma oczywiście swoje precyzyjnie wytyczone granice czasowe, po przekroczeniu których dopadają mnie zadania na wczoraj z reality life. Nie mam czasu na swoje własne życie.
Fotohobby leży i murszeje. Ja się tak nie bawię!

PS. Miałam okazję być na koncercie Myslovitz. R E W E L A C J A ! Niektóre ich piosenki choć doskonałe w studyjnej formie, to w ostrzejszej koncertowej aranżacji po prostu rozwalają na łopatki.

Wednesday, 7 October 2009

Under my umbrella, ella, ella

Przeczytałam jakiś czas temu opinię experta od tzw. street photography, ze zdjęcia miasta bez ludzi są nienaturalne. Przypomniałam sobie to zdanie spacerując po Dublinie i podjęłam się próby sfotografowania jego mieszkańców. Nie było to łatwe zadanie. Za każdym pstryknięciem obawiałam się, ze ktos się oburzy, zaprotestuje. Wrzucam więc dziś fotki Dublina z ludzką twarzą, bądz plecami ;)
Lady in blue, Winston Churchill z kolegą

Gimnazjalistki, Niebieska kompozycja

Komóreczka i krateczka, Męski odruch bezwarunkowy

Motywy roślinne

Friday, 18 September 2009

Memento mori,

so welcome to Glendalough, czyli w Dolinie dwóch jezior.
O tym wyjątkowym miejscu można wystarczająco dużo przeczytać tu, więc się nie będę rozwodzić nad historią, ni detalami geograficznymi. Powiem tylko, że gdy przekroczyłam bramę i ujrzałam celtyckie krzyże wbite w soczystą trawę pomyślałam sobie, że żadne z wcześniej obejrzanych przeze mnie zdjęć Gleann Dá Loch nie oddaje ducha tego miejsca. Zapewne zadanie to utrudnia irlandzka pogoda (raz słońce, raz deszcz; zmiana średnio co kwadrans), a także tłumy zwiedzających, którzy wchodzą nieustannie w kadr (np.wesoła pani w okularach na mej jedynej fotce kościoła, zwanego "kuchnią"). Na miejscu można zwiedzić muzeum, przejechać się bryczką, zjeść, wypić, a nawet wyprawić sobie wesele. Kawa paskudna.
Dotarliśmy tam na rowerach z Rathdrum - miasteczka, w którym zacumowaliśmy. Na szczęście rowery mają kierownicę w standardowym miejscu, w przeciwieństwie do aut. Nie było lekko, bo teren pagórkowaty, bo dawno nie jeździłam i kondycja cieniutka, ale ostatecznie to dobiło mnie rondo. Masakra pod prąd. Ruch lewostronny jest kuriozalny i nieludzki wprost dla Europejczyków ze środkowej części kontynentu! ;)
Poniżej fotki z pierwszej części zwiedzania, czyli klasztoru i przyległości.

Thursday, 3 September 2009

Éire na jesienną nutę

Marzenia się spełniają. Byłam na zielonej wyspie kilka dni i wciąż jestem pod jej wrażeniem. Pomimo tego iż czuć w powietrzu jesień, trawa jest tam nadal soczyście zielona i gęsta jak perski dywan. Mieszkałam w małym miasteczku i wydawało mi się, że jestem na końcu świata. Sielsko, cicho i pięknie. Otwarci, życzliwi ludzie, urodziwe małe domki z hortensjami w mikroskopijnych ogródkach, klimatyczne puby na każdym rogu. I jeżyny w hurtowych ilościach, rosnące dosłownie wszędzie. Cdn.

Tuesday, 4 August 2009

"Za rzekę w cień drzew"

Torcello - najstarsza z trzech weneckich sióstr okazała się najmniej fotogeniczna. Może to z racji szeroko zakrojonych prac konserwatorskich, które mają pogłębić przecinające ją kanały i zapobiec zatopieniu wyspy. Rusztowania, rozgrzebane mostki i ograniczona strefa zwiedzania utrudniają zadanie fotoamatorom.Ta jedna z najbardziej niegdyś zaludnionych wysp archipelagu dziś liczy zaledwie 60 mieszkańców. Mała, klaustrofobiczna, troszkę dzika, lecz niewątpliwie urodziwa.O Torcello mówi się, że jest kolebką kultury weneckiej, a jej architektura należy do najstarszych zabytków cywilizacji laguny.
To tutaj, jesienią 1948 polował na dzikie kaczki Ernest Hemingway i tu rozpoczął pisanie powieści "Za rzekę w cień drzew".
Na zdjęciach poniżej:pani zasiadająca na "krześle Attyli", tajemniczy ogród przy antykwariacie, kościół S. Fosca z XI wieku.